blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2011-08-25

nie martw sie, nauczycielko! 老師, 別擔心!

三歲半的小帥哥睡午覺之前: "娜塔麗老師, 我們起來了就會多陪妳玩, 現在有點累, 玩不動, 但下午還有時間, 別擔心, 我們會一直陪妳玩喔!!"
trzy-i-polroczny przystojniak przed poludniowym spaniem: Nauczycielko Natalio, jak tylko wstaniemy, bedziemy sie dalej bawic z Toba, teraz jestesmy troche zmeczeni, nie mamy sily, zeby sie bawic, ale po poludniu znajdzie sie czas, caly czas bedziemy sie z Toba bawic!!

To w pierwszym dniu pracy. Niektore dzieciaki slodkie; mniej wiecej polowa to rozne tutejsze mniejszosci, od Daiow poczynajac, przez Lahu, Wa, a takze oczywiste mieszance, wygladajace jak cejlonskie ksiezniczki tudziez gruzinscy ksiazeta. Jak bede juz im mogla robic foty, na pewno powrzucam; na razie jestem zbyt sensacyjna nowoscia ;)
Przedszkole jest fajne, a poza tym jedyne w Jinghongu, ktore ma prawo zapraszac nauczycieli z innych krajow. Dzis oficjalnie witalam na progu wysylajacych tu swe pociechy rodzicow; niektorzy nawet wydukali good morning specjalnie dla mnie. Czesc juz poznalam i nawet polubilam. Miejmy nadzieje, ze jakos to pojdzie - a jak po pierwsze bede miec wiecej czasu, po drugie nie bedzie lac jak z cebra, a po trzecie bede miala internet w domu, na pewno napisze cos ciekawego ;)

2011-08-21

Tropiki :) 熱帶!

No i jestem. W Jinghongu mianowicie. Planuje tu zostac na dluzej, ale wszelkie opisy tego miejsca zostawie sobie na pozniej. Na razie tylko garsc nowinek:
1) podrozal autobus kuszetkowy do Jinghongu, a w dodatku zle sie w nim spi. Albo po prostu ja starsza jestem...
2) jest cieplo. 35 stopni. Uwielbiam tutejsza pogode!
3) zarcie rewelacyjne i milion razy swiezsze niz w Kunmingu. Nawet wyparzone naczynia myje sie wrzatkiem herbacianym, tak na wszelki wypadek.
4) juz pierwszego dnia sie zakochalam zupelnie absolutnie w tutejszym dajskim nauczycielu angielskiego, ktory slicznie mowi po angielsku, a wyglada jeszcze lepiej :D
5) mieszkanko malutkie, ale wygodne: sypialnia, salonik, kuchnia, lazienka, balkon, wszystko wyposazone, mam klimatyzator, z ktorego nie bede korzystac i sofe, na ktorej moga spac goscie ;) dwa kroki od mojego przedszkola i pol godziny na rowerze od mojej szkoly.
6) uwielbiam pomelo, bede sie nim, jak zwykle w JInghongu, zywic namietnie.
7) nie mam jeszcze internetu, ale juz mam przyjaciol, ktorzy maja internet ;) Za jakis tydzien z hakiem bede miala internet w mieszkaniu. Wtedy zaczna sie wpisy na serio. A teraz ide odespac nocna jazde autobusem ;)

2011-08-17

bilet kupiony

Praca mnie znalazla. Za posrednictwem Malej Deng, ktora mieszka w Jinghongu, stolicy wojewodztwa Xishuangbanna na poludniu Yunnanu. Znalazla mi szkole, w ktorej bede uczyc angielskiego za calkiem niezle pieniadze. Xishuangbanna to moje ukochane chinskie tropiki, w dodatku jest tam pelno Tajow, pardon, Daiow, ktorzy maja znacznie bardziej luzackie podejscie do zycia niz mrowkowaci Chinczycy. Kilka informacji i zdjec mozna znalezc na moim blogu w 2008 roku w pazdzierniku ;)
Jade w sobote nocnym autobusem kuszetkowym. Obecnie przezywam dramat zwiazany z pakowaniem. A Chmurny Ruk placze, gdy sobie uswiadamia, ze ja za chwile wyjezdzam ;)
工作找到我了. 我的好朋友小鄧住在景洪,西雙版納; 幫我在那裡的一所學校問一下, 他們需要外教,所以我就去. 星期六晚上坐夜班車去那裡. 正在收拾東西, 555...
喜歡這個地方, 天氣不錯, 有朋友在, 我什麼都不怕 ^.^

wielka slawa to zart - po raz nty ;)

W Kunmingu wlasnie krecony jest serial o latach trzydziestych ubieglego wieku w tym miescie. Czas mocno ciekawy historycznie, w sam raz na kilkunastoodcinkowy serial ;) Jako, ze prawie sto lat temu bialych tu bylo calkiem sporo, nagle na stronach ofert pracy pojawily sie oferty dla bialasow.
Poszlam.
Wzieli mnie.
Nic dziwnego - potrzebowali ze 30 sztuk, nie mogli wybrzydzac - latem w Kunmingu bialasow nieduzo, bo wiekszosc albo juz wrocila do domu, albo jeszcze nie przyjechala na nowy semestr. Gdy trafilam na plan zdjeciowy, bylam zszokowana - pierwszy raz w Kunmingu widzialam tylu bialych naraz. :)
Poubierali nas w stare firanki wzglednie duza ilosc cekinow wzglednie fraki/marynarki (pomieszanie z poplataniem). I jak stado owiec bylismy ganiani z miejsca na miejsce w... i tu male zaskoczonko: w knajpie David 戴維營

w rozrywkowej dzielnicy Kunmingu, Kundu 昆都. Knajpa faktycznie jest kiczowato wystylizowana na to, co Chinczycy mysla o europejskich salach balowych - kanapy obite czerwonym pluszem, zyrandole
z cwiercszlachetnymi kamieniami itp, a po wszystkim biegaja stada karaluchow, ktore dobrze sie tu czuja, bo pomieszczen NIE DA sie wywietrzyc - jest goraco i sa resztki jedzenia - o czymze wiecej przecietny karaluch moze marzyc? :D Gdy dostalam sie w to miejsce, bylam zszokowana - bo znalam je juz wczesniej z potancowek z siatkarzami - tylko oczywiscie nie pamietalam nazwy, bo po co sobie zasmiecac glowe nazwami :D Wynajem jednej z najlepiej prosperujacych dyskotek na potrzeby krecenia serialu musial kosztowac fortune.
Z okazji pobytu mialam sobie okazje poogladac obcokrajowcow, ktorzy przyszli. Poza zakreconymi maniakami Chin (ja, ja, ja... a oprocz mnie jeszcze taki jeden sympatyczny Francuz, ktory mowil po angielsku tak, ze sie nie domyslilam, ze jest Francuzem :)) znalezli sie tam ohydni rasisci ("te Chiczyki to straszne brudasy i klamcy, na wszystkim cie probuja oszukac, zero kultury"), globtrotuary ("ten tydzien spedzilem w Chinach, przezylem wielka przygode - hostel reklamowany w Lonely Planet byl wlasnie w remoncie i musialem szukac czegos na wlasna reke, dramat"), zabawowicze ("jestem od pieciu lat w Chinach, nie mowie w zab po chinsku i jestem z tego dumny, a knajpy w Kunmingu nie sa takie kul i trendi jak w Szanghaju, wiocha, nie miasto") i kilka osob mocno plytkich ale w sumie normalnych - przyjechaly do Chin poogladac rozne ciekawe rzeczy, na przyklad Wielki Mur, zobaczyc, jak wyglada komunizm, zobaczyc, czy faktycznie wszystkie Chinki leca na bialych, zobaczyc, czy w Pekinie kaczka po pekinsku smakuje tak samo, czy inaczej niz w Chinatown.
Bylam bliska zaprzyjaznienia sie z Francuzem, ale poniewaz okazalo sie, ze przyjazni sie z zydami, otrzepalam rece i poszlam dalej. Dlaczego?
Rozmawiam sobie z Wloszka, ja Jej opowiadam, jak piekny w moich oczach jest Rzym, jak cudownie wspominam Rawenne i ze pamietam resztki wloskiego ze studiow. Ona mowi, ze byla w Polsce, ze zarowno Krakow, jak i Warszawa wydaly jej sie piekne, a ludzie wspaniali - tu zyd wtraca sarkastycznie: "Doprawdy? Mozna miec dobre wspomnienia z (tu wyplul to slowo) Polski?" i spojrzal na mnie z pogarda. Wloszka nie zalapala, ogarnieta opowiesciami o Polsce i o tym, jaka pyszna jest "wontrupka" - swoja droga, bardzo chinskie podejscie do sprawy, z calego pobytu w Polsce najlepiej zapamietala nazwy potraw :) - a ja, zszokowana zwrotem w rozmowie, zupelnie nie wiedzialam, jak zareagowac na rasizm i zle wychowanie zyda. Stwierdzilam, ze jesli ktos sie mozne przyjaznic z tymi ludzmi, ma zle w glowie i nie jest lepszy.
Tu mala wstawka: kilku dobrych znajomych plci obojga to zydzi. Nie mam nic przeciwko nim, a oni wyleczyli sie ze stereotypow na temat Polski i z efektow prania mozgu, ktore przechodza najpierw w domu i szkole, a potem w wojsku. Ale przerazajace jest, ze wyksztalceni ludzie, ktorzy powinni byc w przyszlosci elita swojego kraju, zachowuja sie tak ordynarnie.
PS. Nie uznaje pisania z wielkiej litery wyznawcow danego wyznania: chrzescijanin, katolik, protestant, zyd.
To tak nawiasem. A wracajac do watku glownego, czyli serialu. Nam, bialym statystom, placili 50 yuanow za godzine. Chinscy statysci dostawali po 8-10 yuanow.
Oczywiscie, charakteryzacja byla konieczna u wiekszosci.
U mnie zrezygnowali, pewnie uznali, ze ze mna to juz nic sie nie da zrobic :P

W poludnie nakarmili nas jakimis paskudztwami, z ktorymi wszystko byloby ok, gdyby nie to, ze nie bylo wyznaczonego miejsca i trzeba bylo palaszowac na stojaco
(wlasnie mi przemknelo przez mysl, ze polskie slowo PALaszowac byc moze pochodzi od tego, ze dawniej w Polsce tez jedzono PALeczkami ^.^ Drobna chinska mania, nie zwracajcie uwagi).
A na koniec dnia zdjec: winko. To znaczy, cocacola wlana do butelki po winie...

2011-08-15

romantyczna kolacja 浪漫的晚餐

Chmurny Ruk, najnowszy skalp w mojej kolekcji, popisuje sie zabieraniem mnie w mile miejsca i karmieniem przysmakami lokalnymi. Dlatego wczoraj zabral mnie do knajpy, serwujacej m.in. bambusowe robakii koniki polne.
Oba dania na pikantnie, przepyszne, chrupkie... Mniam!

Guandu 官渡

Cieszący się długą i interesującą historią dystrykt Guandu 官渡 to jedna z wizytówek Kunmingu.
Wejście do Starego Miasta Guandu otwiera chiński „łuk tryumfalny” czyli paifang 牌坊.
Po przejściu przez tę magiczną bramę, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znajdziemy się wśród budynków pamiętających dawnych cesarzy. Gdyby do czegoś porównać to miejsce, to może do okolic krakowskiego Rynku – tu też sklepy i knajpy „mieszkają” w pałacykach i kamienicach bogatych mieszczan... Na malutkiej (niecałe dwa kilometry kwadratowe) powierzchni mamy zabytki pięciu dynastii (od Tangów do Qingów, choć akurat chińskie tradycje zostały tu mocno zmieszane z innymi, ale o tym później). Ponieważ Chińczycy lubują się w symbolice cyfr, Guandu jest reklamowane jako dzielnica Pięciu Wzgórz, Sześciu Świątyń Buddyjskich, Siedmiu Pawilonów i Ośmiu Świątyń Taoistycznych (五山、六寺、七阁、八庙). Oprócz tego są tam oczywiście i inne atrakcje, rozsławiające Guandu wszem i wobec. Całe szczęście ta dzielnica znajduje się wystarczająco daleko od centrum (ponad pół godziny autobusem od Dworca Głównego i ponad godzinę od prawdziwego centrum), by fani Lonely Planet trzymali się od tego miejsca z daleka. I choć kunmińczycy tłumnie tu przybywający niekoniecznie stąd pochodzą, właściciele sklepów i knajp spędzili tu całe życie, naprawdę mieszkają w tych gliniano-drewnianych domach,
stopniowo wymienianych na bloki, a umieszczonych tuż poza okręgiem zabytkowym, otoczonym ochroną tutejszych oficjeli. To znaczy: to jest teoria. W praktyce niestety stare, prawdziwe zabytki są systematycznie "odnawiane" - w praktyce oznacza to zburzenie i postawienie od nowa, żeby było "ładnie"...
Ale postarajmy się nie zauważać kiczowatego połysku nowości i wróćmy do historii. Za dynastii Tang (VII-X wiek) było to położone na wschodnim brzegu Jeziora Dian miasteczko rybacko-portowe z przystanią dla promów kursujących po jeziorze; za Mingów (XIV-XVII wiek) było to już nieźle prosperujące miasto handlowe, szczycące się wysoką jakością wyrobów rękodzielniczych. W granice miejskie Kunmingu włączone zostało dopiero w XX wieku. Skąd jednak tak wspaniały rozwój miasta Guandu?
Wróćmy do czasów wczesnego średniowiecza, gdy Guandu nie nazywało się jeszcze Guandu, tylko Kryjówka w Jaskini i było małą wioską rybacką, zabudowana domkami, w których gliniane ściany utrwalano skorupkami ślimaków. Piękna okolica – dużo dobrej wody, chmury zwiastujące opady, a więc i urodzaj, wiatry delikatne, czyli jezioro spokojne, bez możliwości wystąpienia „10 w skali Beauforta” , sceneria wprost bajkowa. To pewnie dlatego królowie Nanzhao, swego czasu obejmującego nie tylko Yunnan, ale i fragmenty Sichuanu, Guizhou, Birmy, Tajlandii itd., upodobali sobie właśnie to miejsce na przejażdżki łódkami przy księżycu. Łodzie królewskie przywiązane były długimi linami do brzegu, by nie oddryfować na dobre – to stąd nazwa Guandu 官渡 “Rządowa Przystań”. Tutaj przyjmowani byli ważni goście, tutaj arystokracja budowała wille, brzegi jeziora rozbrzmiewały muzyką i śmiechem. Oczywiście, w ślad za arystokratami, muzykami i paniami odpłatnie oferującymi towarzystwo, nad jezioro przybyli mnisi. Już za czasów Królestwa Nanzhao, a i potem, w buddyjskim kręgu Królestwa Dali, budowane były świątynie, od tej poświęconej Strażnikowi Dharmy Mahakala poczynając (法定寺,oczywiście nie wolno robić zdjęć, grrr...). Jako miejsce kultu i pielgrzymek, pełniące również rolę pierwszego kompleksu szkolnego, Guandu zaczęło się szybko rozwijać, a zachwyceni tym oficjele ładowali w nie wielkie ilości pieniedzy. Ciekawostka: jak w wielu świątyniach w Yunnanie, poza tradycyjnymi strażnikami wejść w postaci chińskich smoków, umieszczono tu i wizerunki słoni. Oczywiście, import słoni odbył się w czasie, gdy Yunnan pełen był Tajów i ich odmiany buddyzmu.
Dziś jednak największą sławą nie cieszą się te wszystkie, tak podobne do siebie nawzajem, świątynie, tylko buddyjska Stupa Skarbu Dordże 金剛寶座塔 (symbol niewzruszoności i niezniszczalności stanu buddy),
ufundowana przez ówczesne szare eminencje Yunnanu. Ze wszystkich znajdujących się w Chinach stup pod tym wezwaniem (ponad 10 sztuk) ta jest najstarsza. Pięć wieżyczek z najwyższą (16 metrów) w centrum, a pozostałymi czterema w narożnikach symbolizuje pięciu buddów mądrości. Tak różna od typowych chińskich stup buddyjskich, wzorowana jest na oryginalnych, indyjskich. Tuż obok znajdziemy jednak wzniesione zgodnie z tradycjami chińskimi dwie „zwykłe” stupy/pagody. Są to repliki pagód znajdujących się w centrum Kunmingu.
Lazikując po niewielkim parku
natrafić można i na oleandry,
i na małe knajpki z lokalnymi przysmakami. Mnie zachwyciła na przykład nazwa:
pszeniczne placki okularowe (眼镜麦粑粑; w „oprawce” z pszenicznego ciasta znajduje się słodkie nadzienie – z fasolki azuki, róży, sezamu albo – uwaga, Kayka! - orzeszków ziemnych),
dlatego skusiłam się na jeden; całkiem, całkiem. Placki takie w całym Kunmingu nazywa się po prostu "plackami z Guandu" 官渡粑粑. Oprócz tego mamy tutaj makarony podawane na zimno, smażone ziemniaki na pikantnie, grillowane śmierdzące tofu, „papajową wodę”, kiszone warzywa, marynowane owoce, kurze łapki na zimno, a także moją ukochaną słodką wódkę 甜白酒, czyli lekko sfermentowany ryż na słodko :)
Na koniec śmiesznostka, niezwiązana z Guandu, ale tu właśnie ją wypatrzyłam: sklep oferujący rzeczy dziecięce nazywa się po angielsku Follow Me, a po chińsku mamy "tłumaczenie" fonetyczne Fuluomi 富罗迷 czyli Bogaty Fan Siatek Na Ptaki ;)

2011-08-10

Staw Czarnego Smoka 黑龍潭 part II

W północnej części parku przy Stawie Czarnego Smoka wzniesiona została przykuwająca uwagę Wieża Wiatrów,

13 metrów wysokości, ośmioboczna. Nie wiadomo, w którym powstała roku, pewne jest jednak, że w 1852 roku została przebudowana, więc powstać musiała sporo wcześniej. Na każdym boku wyryte zostały wiersze, z których jeden ujawnia druga nazwę Góry Smoczego Źródła: Góra Taichi. Nie bardzo wiadomo, czy nazwa ta wiąże się z jakimiś właściwościami fengshui, czy po prostu była miejscem ćwiczeń tutejszych mnichów taoistycznych.
Park, choć najbardziej znany ze świeżo zasadzonych tysięcy śliw, obfituje również w sosny, wończe, różaneczniki i inne bananowce; o jakiej porze roku by tu nie trafić, zawsze jest pięknie.
Mnie jednak najbardziej zachwyciły stare, obdrapane mury, zarośnięte mchem schody,


cmentarz z początku XX wieku ze specyficznie yunnańskimi grobowcami (wzniesione z cegieł kopuły,

jakże inne od grobowców, które widziałam na Tajwanie chociażby), a także biedne, zmaltretowane resztki rzeźb.

Nie wiem, co bardziej boli: lew z urwaną łapą

czy słoń z połamaną trąbą...

Spacer po tym parku/lesie/cmentarzu był prawdziwą przyjemnością. Do tego stopnia mi się spodobało, że jutro zabieram tam Chmurnego Ruka ;)

Staw Czarnego Smoka part I

grzecznosc Azjatow 亞洲人的禮貌

Zawsze usmiechnieci, grzeczni i sypatyczni, jakze rozni od tych bialych barbarzyncow, prawda?
Przyjaznilam sie baaaaaardzo dlugi czas z jednym pokojem - z ruchoma zawartoscia pokoju, znaczy. Miliony wspolnych imprez, picie do rana, smiechy, zarty, zarcie, domowa atmosfera. Tajwanczyk, Chinczyk, Wietnamczyk - fajni kumple, do tanca i do bebenka modlitewnego :P
Czas jakis temu poznalam Slonecznika, tez Chinczyk, jak sie okazalo, znal sie z tymi moimi kumplami, z ktorymi ja jakos ostatnio malo kontaktu miewam. Po kilku flaszkach mowi: Ty wiesz, jak sie Ciebie blizej pozna, to jestes naprawde w porzadku! Bo wiesz, oni to mi mowili, ze masz nierowno pod sufitem...
總是帶著微笑,很懂禮貌, 很友好, 對不對? 跟我們國外粗人完全不一樣, 對吧?
我很長時間跟來自越南,臺灣和中國的三個同學做朋友. 我們一起吃飯, 一起喝酒, 一起玩得開開心心. 最近卻由於很多理由我不再跟他們玩.
這幾天我認識新朋友. 說來說去我發現他也認識我的那些三個朋友. 我們倆喝著酒聊天, 喝了好幾瓶酒以後那個新朋突然跟我說: 小白, 你人真不錯呀, 很正常! 我真搞不清楚為甚麼本來他們跟我說你腦子有問題......

2011-08-07

dwie rozmowy

Siedzę sobie na dziedzińcu Świątyni Czarnego Smoka i, pijąc niedobry napój, piszę list. Dosiada się chińska rodzinka. Niby nie zwracają na mnie uwagi, ale po chwili rubaszny czterdziestolatek mówi do gimnazjalisty: no, zobacz, czy rozumiesz, co ta zagraniczna ciocia pisze! Nastolatek pochyla się nad stolikiem i przygląda mojemu raczej mało czytelnemu pismu. Potrząsa z rozczarowaniem głową i mówi, że nie kuma ani w ząb. Czterdziestolatek mówi: sześć lat nauki angielskiego na marne! Nawet słowa nie umiesz odczytać! Cała rodzina wybucha gromkim śmiechem, a nastolatek spuszcza głowę i się mocno czerwieni. Przychodzę mu z pomocą i mówię, że polski różni się od angielskiego, więc nic dziwnego, że nie rozumie, a poza tym moje pismo odręczne jest dość ohydne, co jeszcze utrudnia sprawę. Rodzina zamiera. Wyrywa się tylko siedmiolatka: ta laowaika nas podsłuchiwała! Ona rozumie po chińsku! Mama, czerwona jak burak, obrzuciła mnie zawstydzonym spojrzeniem i skarciła córkę: nie laowaika, tylko zagraniczna ciocia! Córka: a dlaczego na laowaikę nie można mówić laowaika? :D
***
Wracam wypchanym staruszkami po brzegi autobusem do centrum Kunmingu. Koło mnie stoi wesołych starszych panów dwóch i komentują: a to pewnie Rosjanka. Skąd wiesz? A, naoglądałem się, jak byłem młody, filmy radzieckie wtedy puszczali, podobna jak dwie krople wody. Ale popatrz, nie blondynka! No niby tak, ale szatynki się też zdarzają, a zresztą popatrz, farbowana, skąd wiesz, jaki jest prawdziwy kolor włosów? Nie, nie Amerykanka, Amerykanki są grube. Ale już niemłoda, może tutaj pracuje? Na pewno, teraz tutaj dużo Rosjan...
Odwracam się do panów z miłym uśmiechem (tak, Kayka, potrafię) i mówię, że nie Rosjanka, że Polka, ale że to w zasadzie blisko, więc się nie bardzo pomylili. Patrzą z bezgranicznym zdziwieniem i zaczynają nawijać: że tak świetnie mówię po chińsku, a Polskę to znają, bo kiedyś to w Kunmingu samochody z Polski były, a teraz to ja z żoną mam lodówkę z Polski! Polska to kiedyś komunistyczna była, prawda? Ale teraz nie jest - i Chiny też nie są, na papierze to może tak, ale spójrz, jak się kraj rozwija, ilu przedsiębiorców, kapitalizm, moja droga! A ty studiujesz czy pracujesz? I studiujesz, i pracujesz? Ach, ci Europejczycy! Myślą tylko o pieniądzach. Bogaci z domu, na studia do innego kraju jadą i jeszcze zabierają Chińczykom miejsca pracy, chociaż nas i tak jest za dużo i bezrobocie panuje...

2011-08-06

黑龍潭 Staw Czarnego Smoka

Starzy ludzie powiadają, że kilka tysięcy lat temu okolice dzisiejszego Kunmingu często nawiedzały susze. Mijała zima, a niebo skąpiło suchej ziemi kropli deszczu. Pola ryżowe głodne wilgoci pękały, a lasy były tak suche, że jedna pochodnia mogła obrócić je wniwecz. Ludność wróżyła, błagała niebiosa o deszcz, a dna studni pozostawały wyschnięte.
W jednej z małych wiosek u stóp gór mieszkał Mały Czarny; zezłoszczony okropnie na Króla Smoków, który, jak wiadomo, zarządza deszczem, ułożył paszkwil:
A żebyś sczezł, Królu Smoków,
Wszędzie szerzysz głód,
Gdybym cię dorwał,
obdarłbym ze skóry!
Miejscowi, usłyszawszy te herezje, zlękli się niesłychanie, błagali Małego Czarnego, żeby odszczekał, bo się Król Smoków pogniewa. Czupurny Mały Czarny tupnął ze złością i krzyknął: „A właśnie, że będę go wyklinać, a właśnie, że będę! Sprowadził suszę na biedaków w całym regionie, będę go przeklinać do ósmego pokolenia wstecz!”.
Nie tylko w gębie silny Mały Czarny, po wykrzyczeniu swej złości ruszył w góry na poszukiwanie wody, która mogłaby ocalić jego wioskę. Dotarłszy do Pięciu Starych Wzgórz, ujrzał dziobatego staruszka odpoczywającego pod drzewem i z miejsca spytał: „Ojczulku, wiesz może, czy w okolicy jest woda?”. Starzec odparł z uśmiechem: „a juści, wiem-że ci ja! W tutejszych górach i lasach wszystko jest mi znajome. A powiedz-że mi, młodzieńcze, po cóż ci ta woda?”. Mały Czarny odparł: „Moja wioska niedługo wyschnie na amen, nie mamy wody pitnej ani pod uprawę.”. Staruszek odrzekł: „Dobrze, pokażę Ci więc, gdzie jest woda.” i zabrał Małego Czarnego wgłąb czarnego jak noc lasu.
Małemu Czarnemu jeden rzut oka na potężne, wybujałe drzewa wystarczył, by wiedzieć, że w pobliżu musi być woda, co też natychmiast radośnie wykrzyczał, nie mogąc opanować podniecenia. Staruszek zawołał za nim, łapiąc z trudem powietrze: „poczekaj, poczekaj na mnie!”, jednak gdy Mały Czarny odwrócił się, chcąc staruszkowi ułatwić wspinaczkę, stała się rzecz niesłychana: kostur, który rzucił staruszek w jego stronę, zmienił się w grube łańcuchy, które oplotły Małego Czarnego od stóp do głów. Zanim młodzieniec zorientował się w sytuacji, staruszek wybuchnął szyderczym śmiechem i zapytał: „Mały Czarny, ośmielisz się mnie znów wyklinać?”. Mały Czarny spytał: „Kim jesteś?”, a dziobaty staruszek odparł: „Jam jest Król Smoków!”.
To rozwścieczyło Małego Czarnego, który wykrzyczał: „Pewnie, że będę cię przeklinać! Szkoda, że same przekleństwa nie pokazują, jak bardzo cię nienawidzę!”. Król Smoków, zdziwiony wielce, spytał, co takiego uczynił, że Mały Czarny go tak nienawidzi. Chłopak odparł: „Pół roku nie spadłeś nam deszczu, nie tylko mnie zawiodłeś, ale i wszystkich mieszkańców okolicy, miałbym cię niby nie przeklinać?!”.
Królowi Smoków spodobała się odwaga chłopca, zaczął się tłumaczyć: „Jak sucho, trzeba słać deszcz, jak deszczu za dużo, trzeba go kierować w inne miejsce, roboty od groma, jak ja, jeden staruszek, mam zdążyć z tym wszystkim?”. Tymi wymówkami rozwścieczył Małego Czarnego jeszcze bardziej: „nie nadążasz – to ja dam rade, starcze!”.
W sumie Królowi Smoków spodobała się myśl, że ktoś mu pomoże. „Zgoda – odrzekł – możesz się zająć deszczem. Ale opadami zajmują się smoki, więc jeśli chcesz wejść w zawód, musisz się zmienić w smoka. W dodatku zostaniesz uwięziony na dnie tego oto Smoczego Stawu, wolno ci będzie się z niego wydostać raz na pół roku, po to, by sprowadzić deszcz”.
Mały Czarny odparł: „Zmienić się w smoka mogę bez przeszkód, ale deszcz raz na pół roku to stanowczo za mało! Musi padać raz w tygodniu, inaczej susza zniszczy plony! A pierwszy raz deszcz spaść musi już dziś!!!”.
Król Smoków na to: „Ale dziś nie jest dzień deszczu”.
Mały Czarny hardo: „Mam to w nosie”.
Król Smoków: „Rób co chcesz. Ale pamiętaj: za każdym razem, gdy przekroczysz kompetencje i sprowadzisz deszcz szybciej niż po pół roku, łańcuchy, które pętają twoje ciało, staną się cieższe o pół tony”.
Mały Czarny przyswoił sobie tę wiedzę, a jednak gdy tylko zmienił się w smoka, czarnego oczywiście,
pozbierał burzowe chmury i rozpętał nad Yunnanem trwającą trzy dni i trzy noce burzę. Pół tony cięższe łańcuchy przygniotły go do dna Smoczego Stawu. I już za każdym razem, gdy zbliżała się susza, nie bacząc na konsekwencje, Czarny Smok wynurzał się ze stawu i zbierał chmury, a po powrocie jego kajdany stawały się cięższe o pół tony. Aż przyszedł dzień, w którym Czarny Smok nie potrafił już udźwignąć tego ciężaru i wzbić się w przestworza, by zgromadzić chmury. Macha tylko gniewnie ogonem na dnie stawu, pocąc się straszliwie – to pot Czarnego Smoka sprawił, że woda w Smoczym Stawie zabarwiła się na czarno; dlatego też ludzie zwykli nazywać staw ów Stawem Czarnego Smoka 黑龍潭.
Później, by upamiętnić Małego Czarnego, jego bliscy wznieśli nad Stawem Czarnego Smoka Świątynię Czarnej Wody 黑水祠.
Tyle legendy. A świątynia istnieje naprawdę – zresztą, świątynia to mało powiedziane! Jest to taoistyczny kompleks świątynny; najstarsza Świątynia Czarnego Smoka powstała w 1394 roku. Potem powstały inne budynki, a cały kompleks był tyle razy przerabiany „z duchem czasu”, że ciężko się w tym połapać.
To, co pozostało niezmienne, to sławne trzy drzewa 三異木: Tangowska Śliwa 唐梅 (obecnie umierająca), Songowski Cyprys 宋柏,
i Mingowska Herbata 明茶 (tak oblepiona turystami, że nawet zdjęcia cyknąć się nie dało...). Od 1993 roku Park Stawu Czarnego Smoka znajduje się pod opieką kunmińskich oficjeli. Sprowadza się ta opieka do wysyłania licealistów do parku w celu sadzenia drzew oraz do podniesienia cen biletów wstępu...
Pojechałam tam i urzekło mnie wszystko. Małe altanki, kompletnie puste. To, że poza schodami prowadzącymi do Świątyni i innych ważnych obiektów, jest tam prawie dziki las, po którym można bezkarnie buszować. Mały cmentarz z polowy XX wieku. To, że ludzie są tylko w świątyni, a w lesie można posłuchać śpiewu ptaków. To, że pachniało, jakby umieścić Beskidy w Wietnamie.

PS. Swoją drogą, wolę Staw Czarnego Smoka niż Staw Gąsienicowy. Każdy staw ma takiego patrona, na jakiego sobie zasłużył...

Staw Czarnego Smoka part II

2011-08-04

巫啟賢 - 寂寞是因為思念誰 samotnosc wynika z tesknoty za Kims

Eric Moo (czy Wam tez sie Moo kojarzy wylacznie z rykiem krow?) albo Wu Qixian, czyli najsmutniejszy glos Singapuru - dzis staruszek, ale nadal wzruszajacy mlodziez (tak, zaliczam siebie do tej grupy :P) do lez. Tak naprawde lubimy go nie przez Singapur, tylko dlatego, ze mieszka na Tajwanie :D Inna rzecz, ze pukamy sie w czolo, ze wyjechal ze slonecznej i leniwej Malezji ;)



你知不知道思念一个人的滋味
czy znasz smak tesknoty za Kims?
就像喝了一杯冰冷的水
to jak wypic szklanke lodowatej wody
然后用很长很长的时间
a po dlugim, dlugim czasie
一颗一颗流成热泪
kropla za kropla ronic gorace lzy
你知不知道寂寞的滋味
czy znasz smak samotnosci?
寂寞是因为思念谁
samotnosc wynika z tesknoty za Kims
你知不知道痛苦的滋味
czy znasz smak bolu?
痛苦是因为想忘记谁
bol wynika z tego, ze chcemy o Kims zapomniec
你知不知道忘记一个人的滋味
czy znasz smak zapomnienia?
就像欣赏一种残酷的美
to jak cieszyc sie okrutnym pieknem
然后用很小很小的声音
a potem szeptem
告诉自己坚强面对
powiedziec sobie, ze trzeba stawic mu czola.

2011-08-02

pierwsza historia milosna

Jeden Krzyk Ptaka, moj ulubiony partner pingpongowy, Mandzur, kompletny wariat, opowiedzial mi dzisiaj o swoim pierwszym romansie.
"W pierwszej klasie podstawowki mialem w klasie kolezanke, ktora byla lepsza ode mnie, zawsze ja bylem drugi, a ona pierwsza [tu wstawka: nazwisko i imie mojego Krzyku to po chinsku 宋一鳴 Song Jeden Krzyk Ptaka czyli homofon 送一名 Oddac pierwsze miejsce, co dodaje smaczku :D]. Pewnego razu stalismy sobie pod masztem flagi ChRL na lekcji wf i ona nagle mowi do mnie:
-musze Ci cos powiedziec, ale sie nie gniewaj, dobrze?
-(zaskoczony powaga kolezanki Krzyk obiecuje sie nie gniewac) gadaj :)
-bo widzisz... lubie Cie (to po chinsku dosc mocne wyznanie milosci)
-(Jeden Krzyk Ptaka nie wzlatuje pod niebiosa ani nie wzrusza sie do lez, tylko z pelnym realizmem stwierdza): no, ale co bedzie po szostej klasie, jak pojdziemy do roznych gimnazjow?
-(dziewcze, szczerze, nie sadzac, ze tak odlegla przyszlosc powinna zaklocach zwiazek) no przeciez mamy jeszcze szesc lat!".

Ze zwiazku nic nie wyszlo, bo wowczas Jeden Krzyk Ptaka byl zbyt asekurancki. Ciekawe, czy juz z tego wyrosl...

2011-08-01

huoguo a roznice kulturowe

Siedzimy sobie, Slonecznik (Chinczyk), Doskonalec (Wietnamczyk), Smutna Owca (Taj) i ja w huoguowni 季季紅, sieciowce, w ktorej gorace kociolki wygladaja jak symbol yin-yang albo polksiezyce:

i zazeramy sie przepyszna zawartoscia, nie wiedzac jeszcze, ze przynajmniej czesc z nas z racji tego posilku spedzi caly wieczor w raczej malo romantycznym miejscu...
Ad rem: siedzimy, jak wszyscy inni, smiejac sie glosno i cieszac wesola i rozgadana atmosfera, gdy nagle Slonecznik zwraca nasza uwage na dziewcze, siedzace samotnie przy stoliku obok i zajadajace sie huoguo z niemniejszym niz my apetytem.
Reakcja Smutnej Owcy: Biedaczka! Nie ma z kim zjesc huoguo!
Reakcja Doskonalca: A ja tam ja podziwiam, nie krepuje sie przyjsc samotnie do tak okropnie towarzyskiej knajpy, ma w nosie opinie spoleczna!
Reakcja Slonecznika: Aspoleczna wariatka! Nikt, no doslownie nikt nie chce z nia zjesc kolacji! Musi miec straszne problemy psychiczne...

火把節 Swieto Pochodni

Pisalam juz dwa lata temu o tej tradycji, wiec nie bedzie etnografizujacych opisow. Tylko tyle: swieto poczatkowo yijskie zaczelo byc obchodzone rowniez przez Baiow, a potem i Hanowie zaczeli tancowac 24 dnia szostego miesiaca ksiezycowego z pochodniami w dloniach. Tegoroczne Swieto Pochodni odbylo sie dokladnie tydzien temu, a mnie sie udalo przydybac tubylcow obkupujacych sie w pochodnie roznych wielkosci na malutkim targu w malenkim Kunyangu 昆陽, ktore jest znane wlasciwie tylko z tego, ze stalo sie miejscem narodzin najwiekszego chinskiego marynarza: Zheng He. Tak, moi drodzy! Wielki chinski admiral pochodzil z Yunnanu, jednej z najdalej polozonych od morza chinskich prowincji!