blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2009-07-30

wielki powrot :)

Do Polski. Do blogow, ktore nie sa zablokowane. Do rodziny, przyjaciol, zbierania porzeczek, agrestu i innych borowek, o brzoskwiniach nie wspominajac. Do zwyklego zycia, o ktorym nie ma co pisac...
Mam wiele zdjec i historii, ktore jeszcze trzeba opisac, ale bede je opowiadac w kolko, placzac nad zdjeciami z miejsca, ktore pokochalam...
Ubiegam sie o kolejne stypendium. Chce jeszcze roku takiej magii. Chce jeszcze roku luzu. Chce jeszcze Chin, smazonych w glebokim oleju, z dodatkiem czosnku i chilli, polanych mniejszosciowym sosem.
Zdjecia? Beda! Dajcie mi troche czasu na zur, kapuste zasmazana i chleb pelny razowy z MASLEM. Dajcie mi czas na Przyjaciol, dajcie mi czas na placz. A potem pojawia sie zdjecia.

2009-07-17

nerwowa 著急

Po pierwsze: to zupełnie absolutnie niemożliwe, żeby taka mała ja kupiła taką masę różności. Ja przecież jestem ubogą studentką, a nie jakimś burżujem! Przecież kasę wydawałam głównie na jedzenie, więc nie powinno mi zostać NIC! To na pewno sprawka jakiegoś dzikiego sobowtóra, który łaził po Chinach i kupował. Książki, herbaty, imponderabilia herbaciane, jeszcze trochę książek... Tylko skąd on, do cholery, wziął klucze?!
Rzeczy mam tak dużo, że na raty to na pocztę zanoszę, paczkuję i wysyłam. Pani z poczty się uśmiecha na mój widok (szkoda, że za tym uśmiechem nie podążyły konkrety, na przykład studencka zniżka albo dostarczenie paczek, które teoretycznie dostawałam od przyjaciół z Polski itp.), a ja klnę, ale po polsku, więc mnie nikt nie rozumie, a przy tym się ładnie uśmiecham, więc nikt nie rozumie tym bardziej. Jeszcze dziesięć dni (26 lipca jadę do Hongkongu). DZIESIĘĆ DNI! Tu już nie chodzi o to debilne pakowanie i tak dalej. To przecież tak naprawdę żaden problem (trzeba tylko przećwiczyć upychanie nogą i sprawianie, by rzeczy były lżejsze niż są w rzeczywistości). Chodzi o to, że... tylu jeszcze miejsc nie widziałam, tyle jeszcze rzeczy chciałabym tu zrobić!
Nie zmarnowałam roku czasu. Żyłam tak, jak chciałam - otoczona powiększającą się powoli acz systematycznie grupką przyjaciół gotowałam, chodziłam na targowisko, uczyłam się krzaków, parzyłam herbatę (tak, to jest właśnie to, co najważniejsze!)... Nie byłam w zimie na zalanych wodą tarasach ryżowych, nie byłam w Wietnamie, Laosie, Kambodży, ale spędziłam chiński Nowy Rok w miejscu, do którego zbyt daleko i niewygodnie byłoby innym białasom. Nie łaziłam po górach i jaskiniach, ale wypisywałam życzenia na czerwonych kopertach z datkami przed kolejnymi weselami. Nie byłam ani raz w Kundu (to taka dzielnica Kunmingu, gdzie dużo barów, białasów i złodziei), ale piłam wódkę miskami z reprezentantami mniejszości etnicznych. Nie mówiłam po angielsku, jeśli nie musiałam, za to rozumiem całkiem sporo słówek z paru yunnańskich dialektów. Umiem gotować tak, żeby Chińczycy nie wiedzieli, że to biała gotowała (wprawdzie tylko kilka potraw, ale co tam!). Bywało tak, że siedziałam w domu zagapiona w ekran komputera, ale bywało i tak, że wychodziłam na kwadrans i wracałam po sześciu godzinach, bo tak mnie od nowa urzekało piękno danego miejsca. Przyjaźnię się z właścicielami okolicznych sklepów i z nauczycielami; rdzenni Yunnańczycy rzadko uważają, że jestem zbyt bezpośrednia. Umiem na oko odróżnić z pięć czy sześć mniejszości yunnańskich, a po strojach parę kolejnych. Wystąpiłam w chińskim "Idolu", zdobyłam pierwszą nagrodę w turnieju pingpongowym, jestem kobietą sukcesu.
Tych dziesięć miesięcy z drobnym haczykiem wiele mnie nauczyło. To, że nie widziałam Wielkiego Muru i Zakazanego Miasta to zabieg celowy - gdybym wszystko zobaczyła, nie musiałabym już wracać. A ja wrócę na pewno.

2009-07-13

Miedziany àn z krową i tygrysem 牛虎铜案

W 1972 roku w jednym z grobowców w Jiangchuanie wykopano 俎 zǔ, zwany również 案 àn – stolik, na którym kładziono żywność składaną podczas ceremonii ofiarnych. Zǔ ma kształt bawolicy, więc zapewne służył do składania ofiar z wołu – to była, zapewne ze względu na obfitość i wielkość, najważniejsza ofiara zwierzęca. Oprócz tego składano w ofierze owce bądź kozy oraz świnie. Te trzy zwierzęta (krowa, owca/koza i świnia) tworzyły tzw. trzy (duże) zwierzęta ofiarne 三牲. Taka ofiara była jednak rzadkością. Znacznie częściej poświęcano trzy małe zwierzęta, czyli komplet złożony ze świni, koguta i ryby.
Ale odeszłam od tematu. Tematem podstawowym jest krowa, która w naszym miedzianym àn ma towarzystwo – jest nim tygrys, w dawnym Yunnanie mający pozycję bóstwa. Często pojawiał się na kolumnach na podobieństwo totemu, albo właśnie na naczyniach ofiarnych.
Nasz àn pochodzi z czasów, które w Chinach nazywa się Okresem Walczących Królestw, jednak w owych czasach znaczna część obecnego Yunnanu to było Królestwo Dian, które z etnicznymi Chińczykami miało niewiele wspólnego – mówili innym językiem, mieli inne zwyczaje, stroje, a nawet wygląd. Także ówczesne naczynia i ozdoby są zupełnie różne od chińskich z podobnych okresów. Są inne motywy zwierzęce, inne podobizny ludzi… Warto podejść do Muzeum Yunnańskiego, by uważnie przejrzeć zbiory i zobaczyć, co artefakty w nim zgromadzone mówią o dawnym, prechińskim Yunnanie.
Dziś tygrys gryzący krowę w zad jest symbolem Yunnanu. Repliki tego dzieła, wielkości podobnej lub wielokrotnie większej, można znaleźć w wielu miejscach Jiangchuanu, Kunmingu i innych yunnańskich miast. Tablice wskazujące kunmińskie zabytki wolno stojące również są opatrzone grafiką krowy z tygrysem.
Jaką historię opowiada nasz artefakt? Jest wielka krowa z rogami. Do ogona przypiął się jej tygrys, stosunkowo niewielkich rozmiarów. Nasza krowa zaś broni własnym ciałem… cielęcia, które w przepiękny sposób zmieszczone jest w jej brzuchu. Uczeni prześcigają się w pomysłach, co autor miał na myśli. Ja stoję na straży przekonania, że pokazana jest tu przewaga osób wykonujących swą robotę i chroniących innych nad agresorami. Bawoły wodne, powszechne w Yunnanie, są silne i uparte, a przyparte do muru potrafią walczyć. Jednak ich największa siła tkwi w tym, że właśnie dzięki nim uprawa ziemi stała się dla ludzi lżejsza. Kto ma krowę i ryż – wygrywa. Żaden tygrys nic na to nie poradzi. Najbardziej zaś trzeba dbać o dzieci. To dzięki nim pokolenie za pokoleniem stajemy się mądrzejsi, silniejsi i idziemy do przodu. Przynajmniej w teorii...
Repliki tego oraz innych yunnańskich zabytków można znaleźć w parku Złotej Świątyni.

2009-07-06

oral 口試

Zawsze jest tak samo. Wszyscy sie grzecznie przygotowuja, ja rzucam okiem na kartke i wiem, ze juz nic madrego nie wymysle, wiec ide na zywiol. Gramatyka jakos poszla :P Ale potem jeszcze byly te dwa tematy, na ktore trzeba bylo "opracowac wypowiedz ustna" (nienawidze tego sformulowania; jaka niby ma byc WYPOWIEDZ?! przeciez chodzi o wyPOWIEDZENIE czegos, wiec tylko usta moga nam w tym pomoc... no ewentulanie oczy, ktore moga klamac, jak wiemy... grrrrr....). Wybralam zapytanie: "Ktory aspekt kultury chinskiej zainteresowal Cie najbardziej i dlaczego?". Ladny wstep, ze kultura to w ogole moj konik i ze z poczatku muzyka, a potem to juz herbata, herbata, herbata.... I tak ciagne jak kura ze spluwaczki, a Jeden Krzyk Ptaka kiwa glowizna, ktora coraz bardziej opada, bo to wczesnie rano bylo... Ucinam w srodku zdania i pytam: to jak dlugo jeszcze mam mowic, zeby zaliczyc? JKP zaczyna sie smiac i mowi, ze byl wstep, bylo rozwiniecie i jeszcze czegos mu brakuje.... Wiec na zakonczenie wypsnelo mi sie najdluzsze zdanie po chinsku, jakie kiedykolwiek ktokolwiek wymyslil: Ze lubie wiele aspektow chinskiej kultury (tutaj wymienilam) i nawet wielu rzeczy probowalam sie nauczyc (wymienilam ktore, kiedy i w jakich okolicznosciach), ale nie odnioslam sukcesu, poniewaz (tu podalam zaledwie kilka przykladow) i ze w zwiazku z tym, ze nie zdolalam sie na ich temat (tych aspektow chinskiej kultury znaczy) zbyt wiele dowiedziec, uwazam, ze nie jestem godna o nich opowiadac...
BTW: kiedy wspomnialam o taichi, powiedzialam tez, ze ponioslam porazke, poniewaz warunki fizyczne mi nie pozwolily, a w trakcie mowienia zrobilam jakas poze sierotki i JKP po raz drugi umarl ze smiechu...
今天考過口語。 大概及格了。 讓老師笑, 因為我的演講是亂七八糟的樣子, 而且有的句子長到呼吸不成的程度…… 又開玩笑…… 我知道是非常不應該的, 但是嘛…… 我喜歡我們的老師, 所以不得不開玩笑……
明天考聽力 (糟糕), 後天綜合 (……更不用說了)…… 但是考完試我終於能夠放松!

2009-07-04

北京蓝调 伍迪艾伦 Woodie Alan Beijing Blues

Ostatnio slucham zespolu bluesowego. Chinskiego oczywiscie. Nazywaja sie Woodie Alan bo dwie kluczowe postaci to Alan Paul i Woodie Mengke Wu (pozostala trojka tez jest wazna, ale nie az tak, wiec nie bede sobie zawracac glowy wymienianiem). Graja stosunkowo sporo wlasnych kawalkow - i to czasem nawet z chinskim tekstem, ale przerobki "naszych" tez sie zdarzaja - jakis Dylan mi mignal w tle... Na youtube mozna znalezc kilka kawalkow - na przyklad tytulowy Blues Pekinski

czy tez Moje zlotko 我的寶貝.

Jesli chcecie poczytac wiecej, tutaj strona z krotkim wywiadem: http://www.thebeijinger.com/blog/2009/05/21/Blues-Brothers-Woodie-Alan-gets-the-band-back-together
我非常喜歡布魯斯。 有心事的時候藍調最好聽喔…… 這個樂隊有英文歌, 但是也有中文歌, 我蠻喜歡。 讓我很快就康復起來…… 回到白小颱, ”笑颱“ 正常的樣子……