blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-10-19

kamelia

Zakwitła pierwsza kamelia, choć one w Kunmingu kwitną dopiero zimą. Niech to Wam da pojęcie o tym, jaka u nas ostatnio pogoda... :(

2017-10-17

karta roczna

Wiele bym dała, by ktoś lepiej zorientowany podczas mojego pierwszego roku w Kunmingu powiedział mi, że istnieje coś takiego, jak roczna karta wstępu do kunmińskich parków. Karta upoważnia do wielokrotnego wejścia do kilku najbardziej znanych parków miejskich i okołomiejskich, a jej cena jest niższa niż suma biletów wstępu kupowanych osobno. Można ją kupić m.in. przed głównym wejściem do kunmińskiego Zoo, mieszczącego się na Górze Yuantong, w samym centrum Kunmingu. Obecnie kosztuje 150 yuanów. Żeby ją wyrobić, trzeba przynieść dwa podpisane zdjęcia do dokumentów, kopię strony paszportu z danymi personalnymi oraz sam paszport do wglądu i gotówkę. Po siedmiu dniach roboczych karta jest do odbioru, ale za okazaniem kwitka, który Wam wydadzą po przyjęciu dokumentów, można od razu wchodzić do tych wszystkich parków. Których konkretnie?
Z racji konieczności wybiegiwania Tajfuniątka, karta zwraca się nam jakoś po niecałym miesiącu. Polecam każdemu, kto w Kunmingu jest na dłużej niż parę dni.

2017-10-14

azjatyckie jabłuszka 花红

Świekra przyniosła minijabłka. To znaczy: upierała się, że to nie jabłka, tylko huahongi ("kwiaty czerwone"), ale ja wiem swoje. Ale choćbym tysiąc razy mówiła, że malus to jabłko i tylko reszta się zmienia, świekra nie uwierzy. Wy uwierzcie. Pochodząca z Chin Malus asiatica wydaje na świat maleńkie jabłuszka, które w różnych częściach Chin różnie się nazywa - kwiaty czerwone, piaskowy owoc, owoc kawalerów z lasu mądrości, owoc mądrości itd. Nie dość, że jabłuszka są pyszne, to jeszcze idealne dla Tajfuniątka: akurat się mieszczą w małych łapkach i mają odpowiednią wielkość do samodzielnego pogryzania. Zobaczcie sami - oto porównanie wielkości jabłuszek ze zwykłą gruszką:
Dlaczego jednak jabłuszka nazywają się Kwieciem Czerwonym?
Za czasów dynastii Qing żył pewien urzędnik o nazwisku Wu, który dochrapawszy się stanowiska w stolicy, czem prędzej sprowadził tak swą starą matkę. Pech chciał, że matka tuż po przyjeździe zachorowała na czerwonkę. Żaden z dostępnych w stolicy lekarzy nie potrafił jej wykurować. Gdy śmierć wydawała się już nieunikniona, umierająca matka zażyczyła sobie powrotu w rodzinne strony. Rad nierad dobry syn wysłał więc staruszkę do rodzinnego Lai'anu, znalazłszy jej wprzódy towarzyszkę, wiejskie dziewczę o imieniu Kwiaty Czerwone. Miała ona dobre serce i z wielką czułością opiekowała się chorą. Widząc, że ta nie ma apetytu, udała się na pobliskie targowisko i kupiła "owoce mądrości", które miały zaostrzyć chorej apetyt. Jak się okazało, owoce bardzo przypadły staruszce do gustu - im więcej ich jadła, tym bardziej jej smakowały te słodkokwaśne cudeńka. Po trzech dniach takiej owocowej diety staruszka zaczęła wracać do zdrowia, i to bez żadnego dodatkowego leczenia! Wrócił jej apetyt, wróciły rumieńce - matka naszego urzędnika wyzdrowiała! 
Niedługo potem jego syn przywiózł do stolicy osiemdziesiąt jinów tych owoców w darze dla cesarza. Gdy cesarz pierwszy raz w życiu zobaczył nasze jabłuszka, zachwycił go ich podobny wończy aromat i piękny kolor. Zakrzyknął  w głos: czerwone jak kwiaty! Urzędnik Wu natychmiast przypomniał sobie, że dziewczę, dzięki któremu poznał ten owoc zwało się Kwiaty Czerwone, odpowiedział więc cesarzowi: ten owoc nazywa się właśnie Kwiaty Czerwone. I tak już zostało.